O autorze
Jest dziennikarzem w największym polskim kanale sportowym. Przed zaśnięciem sporo czyta, po przebudzeniu niewiele pamięta. Miewa wiele rozmaitych pasji – bywa, że nocami na wsi głuchej i czarnej, przez teleskop obserwuje niebo; innym razem, przez czas jakiś gorliwie kompletuje plakaty sztuk teatralnych; by potem, nagle, któregoś lata stać się lepidopterologiem-amatorem. Zawsze jednak, po wyczerpującym dniu, wraca do czytania, po czym zasypia, a budząc się niewiele z tego wszystkiego pamięta. Mieszka w Warszawie.

Pilch ogłosił jedenastkę wszechczasów!

wyd. Wielka Litera
Pilch się zna i nie ma co z nim w polemikę włazić. Ale jak każda selekcja, i ta to mocno dyskusyjna kwestia.

Parę rzeczy mam mu jednak przy tej okazji do wyrzucenia:
1 - skład skompilował z samych nieboszczyków,
2 - w drużynie, mam wrażenie, wyłącznie gracze z pola,
3 - nie wiem czy to z żenady wrodzonej, ale nie wyselekcjonował ani jednego z biało-czerwonych.
"Kolejność według kolejności przychodzenia do głowy" (Pilcha).





PŁATONOW, FAULKNER, MANN, DOSTOJEWSKI, TOŁSTOJ, FLAUBERT, GOGOL, BORGES, PROUST, BABEL I SZEKSPIR.

Jak by nie spojrzeć, Pilch zna się, same niemal footballowe wygi. Z niewielkimi wyjątkami. Nie licząc Austriaka, Amerykanina, Angol, ciężko stwierdzić. Jakimś mitem pradawnym Angole żyją... No i jednak tych pięciu Ruskich...!
Cały skład dłuższy już czas na tamtym świecie.
Borges umarł najpóźniej, 27 lat temu. W jego akurat przypadku pisać, że w związku z tym siedmiu zdaje się, jeśli dobrze liczę, mundiali nie zdążył obejrzeć, to ledwie połowa prawdy.
Że nie żyją to, na pierwszy rzut oka, żaden zarzut. Można by spokojnie przytoczyć nieco banalne, ale w banale zawsze sporo prawdy siedzi, motto każdego footballowego speca:
"Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz."
Pilch więc łebski facet, na cztery kopyta kuty. Wie dobrze, że żaden z nich na boisko już nie wybiegnie, murawy nie powącha, piłki nie kopnie, faulu nie zasymuluje. Jakiś tam status pisarski każdy zdążył sobie wyrobić. Grafomanii, jest pewność, nie popełnią, więc ryzyka najmniejszego Pilch unika...
Jednakowoż Pilch folguje.
I zadziera. Pozwala sobie. Rzuca siebie na żer, może najkrwawszy z najkrwawszych. Otóż pięciu Ruskich za jednym zamachem, jakby tu u nas nic się nie działo, a wiadomo co się działo, wrzucił do składu.
Połowa drużyny prawie to faceci zza wschodniej granicy, więc policzek ewidentny.
Policzek tym bardziej bolesny, iż wśród nominowanych nie ma ani jednego naszego. Czyli, co my gorsi?!
Więc co, my pisać nie potrafimy?!
To jak, my się od tamtych pięciu uczyć pisać powinniśmy?!
I tak dalej, i tak dalej?!
Trzeba nam naszych.
Ja bym co najmniej czwórkę naszych, dla jakiej takiej równowagi, rodzimych, rodaków, swojaków, do pierwszej jedenastki wpakował. Bez mrugnięcia powieką, czterech miałoby pewne miejsce w składzie. I niech sobie tylko podają, ze sobą tylko grają. Widząc któregoś z Ruskich na czystą pozycję wybiegającego, niech zrobi taki jeden nasz kółeczko na środku, popatrzy w jedną stronę, spojrzy w drugą, w końcu rozejrzy się naokoło, i zagra do tyłu, do najbliżej stojącego, naszego oczywiście.
Ale nie, Pilch żadnego z naszych do składu nie wziął! Każdego pominął! Pominął wszystkich po kolei!
Ani jednego polskiego nazwiska w zespole wszechczasów!
Może i miał ochotę, ale uznał, że lepiej nie, że nie wypada, bo rączka rączkę..., swój swego..., byłyby jakie posądzenia..., itd., itp. Może za skromny Pilch jest. Zbyt nieśmiały. Może nadto wstydliwy...
Na przekór Pilchowi Pilcha mu wsadzam.
To ja, w takim razie, choć żadnych pretensji do bycia drugim Pilchem, czy też drugim Smudą nie mam, takich oto piłkarzy naszych, wybitnych, genialnych, sobie dobieram:

1. Gombrowicz Witold
2. Schulz Bruno
3. Iwaszkiewicz Jarosław
4. Pilch Jerzy
, jedyny rodzynek, jedyny żywy z nich wszystkich, jedyny wreszcie co wszystkie mundiale oglądał i na piłce się zna...
W końcu każdy swoją własną jedenastkę może stworzyć, bo ładne jest to co mnie się akurat podoba...
Trwa ładowanie komentarzy...