O autorze
Jest dziennikarzem w największym polskim kanale sportowym. Przed zaśnięciem sporo czyta, po przebudzeniu niewiele pamięta. Miewa wiele rozmaitych pasji – bywa, że nocami na wsi głuchej i czarnej, przez teleskop obserwuje niebo; innym razem, przez czas jakiś gorliwie kompletuje plakaty sztuk teatralnych; by potem, nagle, któregoś lata stać się lepidopterologiem-amatorem. Zawsze jednak, po wyczerpującym dniu, wraca do czytania, po czym zasypia, a budząc się niewiele z tego wszystkiego pamięta. Mieszka w Warszawie.

A gdyby Gombrowicz był footballowym kibicem...

...byłby najpewniej usiadł przed telewizorem do meczu Real-Manchester United. A tu TVP jakby na przekór wieszczowi daje mecz dwóch górniczych klubów. Szachtara i Borussii.


Skąd tu się urwał Gombrowicz? Przecie nie dlatego, że ponad dwadzieścia lat przepędził na obczyźnie, po drugiej stronie Atlantyku, tam gdzie na świat przychodził boski Diego (warto brać pod uwagę fakt nie z tej ziemi, że obaj mogli na siebie wpaść; w końcu pod jednym niebem, w Bujnosie przeżyli jakie dwa i pół roku!)
Ale, nie o to idzie! Nie i nie! Po tysiąckroć.
Witoldo namiętnie grywał jedynie w szachy. W "Rexie", na Avenida Corrientes. W szachy grywał, z innymi dyscyplinami miał mało wspólnego.
Lecz ten wybór, ta decyzja karkołomna, ten wybryk państwowej telewizji, jakże polski, jakże nasz, swojski, tutejszy, wplątał mi w te realia właśnie Gombra, gdyż w naturalny sposób przywodzi na myśl ów spór jaki Gombrowicz toczy z Lechoniem, o polską literaturę, na pierwszych stronach Dziennika swojego.
Lechoń (daję się pokroić, siedziałby na meczu Szachtar-Borussia):
"Tylko wielki poeta, mistrz swej własnej mowy...mógłby dać swym rodakom pojęcie o poziomie naszych poetów***, równych największym na świecie, przekonać ich że ta poezja jest z tego samego metalu, tej samej najwyższej próby co Dante, Rasyn i Szekspir".
Gombrowicz (nadając z Santiago Bernabeu):
"Porównywać Mickiewicza z Dantem lub Szekspirem, to porównywać owoc z konfiturą, produkt naturalny z produktem przetworzonym, łąkę, pole i wioskę z katedrą lub miastem..."
i dalej Witołd (zmieniając stadion, ale cały czas ten sam footballowy dwumecz obserwując):
"...ta msza narodowa stawała mi się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie - i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena - a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm."
Wołam więc ja, jego głosem skrzypliwym, astmatycznym, ledwie zipiącym -
Polski kibicu prymitywny! Polski fanie prostaku!
Jesteś jak biedak, który chwali się, że jego babka miała folwark i bywała w Paryżu. Jesteś ubogim krewnym świata, który usiłuje imponować sobie i innym. Przełącz się na Bernabeu! Oglądaj Real z United! Patrz jak Hiszpanie z Anglikami na najwyższych poziomach kopią!
Ale komu...?! Do kogo...? Do kogo to wołanie...?! Do kogo ta mowa...?! Do Lechonia...?!

*** a dodajcie tu sobie jakie wam się podoba trzy nasze, rodzime footballowe nazwiska.
Trwa ładowanie komentarzy...