Tren na sam koniec roku...

fot. własna
Czy kto może powiedzieć ze stanowczością pełną, co w literaturze było w 2012 najlepszego? Kwestia stara jak sama literatura. Powiedzieć, prosta sprawa, nikt nie jest w stanie. Nawet umysł najtęższy nie jest w stanie. Nie potrafi żaden. Ale przy okazji każden niemal stara się swój top wytypować.

Zajrzałem ostatnio na strony kulturalne GW i nie zdziwił mnie wcale artykuł, jakoś tak to szło: "25 najlepszych książek 2012". z kilkoma typami nie mam zamiaru dyskutować, bo "co mnie się podoba to jest piękne", itd., itp. Jedna zaś kwestia nie daje mi sypiać dobrze... Finneganów Tren.
Finnegans Wake!
Kiedy myślę o tym, w pościeli się kotłuję a sen nie przychodzi. Bo, że Joyce artysta, geniusz, ponad innych miarę pisarz, niech będzie, raz na zawsze ustalone, może geniusz, dlaczego mu to miano odbierać...? Ale Finneganów Tren wśród najlepszych 25u książek 2012, u nas? W naszym kraju? Na jakiej to podstawie? Podług czyjego mniemania? Nie odbierając zasług tłumaczowi, choć z drugiej strony jak tłumaczyć nieprzetłumaczalne? Jak niepojęte pojmować...? Pytam cały Kraj, wobec całego Narodu tę kwestię stawiam - Kto z Narodu czytał? Kto przebrnął? A jak kto przeszedł, przeczołgał, natrudził się choćby przez pierwszą stronicę, to czy cokolwiek pojął? A jeszcze stwierdził, że najlepsza...? Że najdoskonalsza? Że najgenialniejsza?

Matematycznie, niczym twierdzenie Pitagorasa, doskonałe. Zgoda. Koncepcyjnie wysmakowane. Konstrukcyjnie niczym piramida. Sam w sobie byt idealny. Jest się czym chwalić. Ale kto mówi? Kto przeczytał? Jaki chwat się przekopał? Śmiem twierdzić, iż nie przekopał, bo to nie do przebrnięcia. Można zdanie, dwa... Można ewentualnie stronę, niechby kto więcej cierpliwości odnalazł, to może i dwie, najwyżej trzy... Ale całość? Od deski do deski? Tego się nie da. Nie da się czytać. A skoro nie da się, to jak można się zachwycać? Po czyjej więc stronie racja... Gałkiewicza czy Bladaczki:

Koniec i bomba
A kto czytał, ten trąba!
Trwa ładowanie komentarzy...